czwartek, 23 lutego 2017

A Paddy na to



Doris dzisiaj szaleje i wszystko fruwa. Ogołaca drzewa owocowe, które kwitną i wszędzie jest biało. Płatki lecą prosto w twarz. Deszcz, wiatr. Szaleństwo. Tak sobie myślę, kiedy idę aleją, gdzie właśnie nasadzono kolejne młode drzewa, że w Polsce w tej chwili trwa wielka wycinka. Różne światy, inne priorytety. Wracając do róż, Paddy skomponował taki zestaw roślin i całość wygląda, jak poniżej.


środa, 22 lutego 2017

Ciąg dalszy


Katarzyna Tchórz

Wycinam zdjęcia z filcu, prowadzisz moją rękę po zagłębieniach,
widzisz, czego nie dostrzegłam. Zaręczynowy pierścionek, obrączkę.
Lizaki kleją się do mankietów, palców, przywiera piasek do papierka
z pięciolinią bez nut, w zamian z kreskowym kodem.

Przeciągłe gadanie kobiety z ukosa nudzi, bolą mnie oczy, słabo rozpoznaję
w niej smutek, gdy znosiła na brzeg oceaniczne muszle. Twoje niebieskie
spojrzenie, barwne akty powieszone na ścianie. Nie zniknęły,
jak kamień w wodę.

Ukrywasz się w przestrzeni pokoi, w cieniu kwitnącego kasztana,
w naszej miłości. Kolekcjonujesz opowiadania i znowu za wcześnie,
by wrócić, przyciąć którąś z fotografii. Przesuwasz palcami po stopach,
wzdłuż łydki, uda. To fascynuje i przeraża, więc klękam, górne światło
miga jak w słońcu ogon jaszczurki, błyszczy splot mięśni.
Wśród rozrzucanych listów, książek, ramion moje nabrzmiałe piersi.

Rozsypujesz okruchy ciasta dzieciom, resztki wsuwasz w szczeliny dachu
ptakom, dlatego przestałam zastanawiać się, czy na chwilę zniknąć. Zostawić
księżyc w pełni, twoje zimne kciuki, usnąć. Jak co roku nie pamiętam, kiedy
pochłonie mnie pragnienie, gdy rozmawiając, zazębimy się o siebie.
Coraz mocniej splecione ręce i najtkliwsze, choć proste słowa.


niedziela, 19 lutego 2017

sobota, 18 lutego 2017

Słowa


Katarzyna Tchórz


Dopasowanie do lini ciągnących się pod stopami. Ostrożnie.
Zaraz po wejściu i zejściu dwa razy, przejściu ze śródstopia na palce.
Ćwiczysz, ale podbródek opada, kąciki ust, oczu.
Głupstwa z fejsbuka, manifesty z antologii, ryż z chińskiego sklepu.
Tłuczone butelki w parku, pętla leśnych dróg, labirynt.

Nienaturalne wymachy. Rutyna.

Obok muru ułożonego z tysiącletnich kamieni. Pies odprowadza listonosza.
Brazylijkę, która nigdy się nie uśmiecha. Przez gałęzie, sztuczną nawierzchnię.
Czy opowiadałam ci bajkę o Pacie, który zgubił owcę?
Nie chcesz wiedzieć, kiedy dostaję worek marchewki. Płoszymy ptaki.
Dzieci. Bawią się tak jak my kiedyś. Sztuka wyobraźni.

Przeciskane przez szczeliny zielone owoce. Zadyszka od elektronicznego dymu.
Atlantyk przerywa zamęt. Tylko szum i ból mięśni.
Pleciony krzyż świętej Brygidy. Porosłe mchem drzewa.
Z każdej strony dach albo ściany. Wilgoć zawiązująca się w gardle, we włosach.

Ile w tym kraju chmur, spazmów. Rudych warkoczy, płomiennych
pocałunków. W ciszy. Poza szeptem. W wycięciu.
W starej fotografii celtyckich znaków. Na ustach. Za zębami.


piątek, 17 lutego 2017

O kotach




„Fajnie mieć gromadę kotów. Jeśli czujesz się źle, po prostu patrzysz na koty i czujesz się lepiej, bo one wiedzą, że wszystko jest jak jest. Nie ma się czym podniecać. Po prostu wiedzą. Są zbawicielami. Im więcej masz kotów, tym dłużej żyjesz. Jeżeli masz sto kotów, będziesz żył dziesięć razy dłużej, niż gdybyś miał dziesięć. Któregoś dnia zostanie to odkryte, a wtedy ludzie będą mieli po tysiąc kotów i będą żyli wiecznie. To naprawdę niedorzeczne”. - Charles Bukowski

czwartek, 16 lutego 2017

Akcent

http://akcentpismo.pl/?page_id=4862

* czasopismo poświęcone literaturze pięknej, sztukom plastycznym i naukom humanistycznym

Kilka moich wierszy w nowym numerze, wspaniała proza Łukasza Suskiewicza, polecam również teksty innych autorów i zakup czasopisma na własność.

Dla mieszkańców Lublina to bułka z masłem, ale „Akcent” można nabyć również w sieci Ruch, Pol Perfect, Garmond Press oraz Kolporter.

http://akcentpismo.pl/?page_id=6


Vivaldi wciąż gra

widok z półwyspu Mullet na wyspę Achill


Nie mam nic dla was. Więcej złudzeń, że będzie dobrze,
zanim się obudzę. Ktoś kogoś przepuści w drzwiach,
uśmiechnie się i wróci do siebie. Nie będzie miło.
Gadki o głodnych dzieciach albo niskiej emeryturze.
Urżnie komuś rękę, ramiona, może nogę. Zemsta
za śmierć. Odwróciłeś się, kiedy mówiłam
o krzywdach, przecinaniu żył, połamanych piórach.

Wiem, kiedy tłoczy się ból, z czego wzbiera strach.
Niespodziewanie pęka i wytryska pod stopy.
Rozdziela pasma trawy, rozrywa ziemię. Wciąga.
Grzęźniemy w deszczu, rzeczy toną. Dzieci
odzyskują wolność. W ciepłej wodzie przejrzyste
ryby o czerwonych oczach i bezbarwnych kręgosłupach.
Przepływają pomiędzy palcami, zaglądają w głąb.

Nie mogę oddychać, zatrzymać się. Słyszę oddech oceanu.
Niebo wysysa ostatnie tchnienie słońca. Wracam do łóżka,
do krawędzi materaca. I znów rozmyślamy o zmarłych.
O żółtych liściach miłorzębu. Zanucisz piosenkę, będę rozmawiała
z ich bogiem, żeby nie umierali przed czasem.
Przed tobą. Brałam miłość do ludzi na poważnie. 
Wodę, ziemię i ogień, każdy z krańców nieszczęść.


wrzesień 2015

środa, 15 lutego 2017

Trzecia kategoria






Głosy. Rozpinają się każdej jesieni nad brzegiem.
I znowu płoniesz, prócz nas nikogo, tylko raj,
zielona wyspa wielorybów i nosorożców.

Wciąż się mylę, właściwie z lewej na prawą, a może, 
jak iglica pośrodku, w górę, na odległość w milczące
cisy i cedry. Lasy, których krańce wypełnia ziemia, okala 
kamienny płot. Światło lokalnych barów, hałas pokali, 
rozmowy, śmiech niemieszczący się we mgle.

W płyciźnie Morza Irlandzkiego – linie. Rozchodzą się
każdemu inaczej. Patrzymy w chmury.

Coś przenosi się, łzawi. Liczymy, z kory drzew,
krople. Przypominamy sobie nawzajem lekcje biologii, astronomii,
czegoś jeszcze. Podział, rytm. Liryka ulatnia się, pachnie.
Dla ciebie to nic nie znaczy.

wtorek, 14 lutego 2017

Trzy razy naciskam ikonę przeglądarki. Żółty trójkąt - nie łączy mnie z nikim i nigdzie



Zachowuję spokój, bo przecież o to chodzi, by tkwić w przywileju bycia poza wszystkim i razem z innymi ikonkami. Czuję bezużyteczność programów, aplikacji i mikroskopijnej lupy. Kapsułki z dobrymi nowinami. Ciągnące się linki ze złymi wieściami, które odkładają się w terabajtach. Ucieczki do tych miejsc, gdzie wszystko można usprawiedliwić subwencjami, lekką ręką. Słucham wywiadu z kimś tam i interpretuję go po swojemu. To zdanie, że nadal się tu kręcę, kiedy inni wypatrują statku w przeciwną stronę. Trybiki czasu. Działają, czy tego chcę, czy nie. Pod nami i nad nami. I dobrze nam w przestrzeni, która się kurczy. Atramentowy kolor nieba. Niezmiennie. Nie sposób uciec od siebie. W kole, w okręgu, w pętli. W odpryskach szkła, a może kropel. Od czasu do czasu mam to uczucie pewności. Decyduje, że potrafię zrobić całą pracę sama. Miejsca pierwsze i drugie. Role w rozmaitych czynnościach. Rozmach, z jakim żyjesz i do wieczora ciągniesz rozmowy. Praca, która kończy się makabrą. Jakimś rekordem zmierzającym do wylewu. Odgradzam się od Dostojewskiego, Becketta, Yeatsa, Whitmana. Potrafię wymieniać nazwiska przez wiele lat. Najgorsze, że cienie pisarzy wciąż się pojawiają. Ludzie powołują się na zmarłych, ich książki, zdarzenia i w jakiś sposób kończą się w ich głowach albo mkną, jakby odczuwali przyjemność. Dowody na to, że są elokwentni, zaczytani w rzeczywistości. Piękno słów zawsze na pierwszym miejscu, następnie fakty, wytwory wyobraźni. Łagodność kształtów, naurotyzm wpisany w biografie. Niemal zdumienie, że tak mocno wpasowali się w pisemka o poglądach twórców. Być kimś lepszym. To jakiś ranking. Udawanie, wyśmiewanie. Nieuleczalna potrzeba brylowania w księgarniach, kawiarniach i złudzenia, co do własnej wartości. Tworzenie stowarzyszeń, pism. Prześciganie się w rozdawaniu liści, lekkich obietnic bez pokrycia. Udawanie. Tak, jesteś ważna dla nas.



Glen Hansard - "McCormack's Wall"

i Dublin w tle.

poniedziałek, 13 lutego 2017

Poleżałek




Dzwoni Paddy. 
Po pierwszym sygnale:

- Masz już internet?
- Nie mam.
- Dlatego jesteś taka szybka. Jak się czujesz?
- Normalnie.

Uparł się, że jestem uzależniona. Bo mam czas na sprzątanie, segregowanie poczty i takie skrupulatne odkładanie rzeczy na swoje miejsce.

niedziela, 12 lutego 2017

I zostawisz mnie, kiedy zamoczę stopy w Shannon


by Monika Putschka


Jeszcze jesteśmy. Pomiędzy tłumaczeniami, a brakiem powietrza. Zapomnieliśmy o świeżości, o tym, że kiedyś było jej pod dostatkiem. Łykam płytko powietrze i wydobywam świst, a może ulgę, za którą uganiam się od zawsze? Nawet wtedy, gdy patrzysz na moje odbicie. Kolejny raz leżymy pod chmurą wszystkiego, oderwani od ziemi, gałęzi i tego, co zatyka nam uszy albo tamuje krew. Doszukujesz się w głosie rozsądku jakiejś obietnicy przed końcem. A nadciągająca noc pożywi się tym wspomnieniem. Potrafimy na kilkanaście sposobów uciec od tematu. Byle nie siadać blisko okien, nie snuć wyobrażeń - kto co widział, czuł i co mogli przeoczyć nasi rodzice w tamtym momencie. Rozczarowani opuszczali ręce albo w napięciu liczyli spojrzenia sąsiadów, łkali. Szłam wtedy boso przez sad. Rozdzierałam skórę drzew, pozwalałam sobie na milczenie. Rozplątywanie i zamykanie oczu, głowy, szuflad. Później gumkowałam ślady po wyrwanych włosach, pręgach, wybitym barku. Dlatego nie wyplataj nitek snów z tego, co umarło w tamtym momencie.


Ólafur Arnalds, Alice Sara Ott - Eyes Shut